Jak wygląda praca komentatora? Ile zarabia komentator?

jak wygląda praca komentatora

Kontynuujemy Nasz cykl rozmów z ciekawymi ludźmi dotyczący pieniędzy. Zapraszamy na rozmowę z Adamem Delimatem – nadzieją komentatorstwa. Adam mimo młodego wieku komentuje mecze w Łączy nas piłka. W krótkiej rozmowie Adam opowie Nam, jak wygląda praca komentatora oraz ile zarabia komentator.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z komentatorstwem?

Zaczęło się u mnie dość przypadkowo. Przy okazji którejś z konferencji prasowych Wisły Kraków złapałem kontakt z Rafałem Oramusem, który prowadził w tym czasie nieoficjalną telewizję klubową, Wisła.TV – kanał na YouTube, gdzie nagrywał konferencje, rozmowy z zawodnikami, a od czasu do czasu transmitował też mecze towarzyskie. Od słowa do słowa doszliśmy do tego, że szuka kogoś do współpracy. Początkowo miało to być coś na zasadzie reporterki, ale w praktyce wyszło tak, że pierwszą okazją do współpracy był sparing Wisły z Piastem Gliwice w styczniu 2015. To był dla mnie absolutny debiut, ale, mówiąc szczerze, nie było tak, że to było spełnienie moich marzeń. Nie czułem wcześniej jakiejś wielkiej smykałki do komentowania, zapał pojawił się dopiero później. Tamtej zimy zrobiliśmy razem jeszcze mecz towarzyski z Zagłębiem Sosnowiec, no ale perspektywa była taka, że w trakcie sezonu wielu okazji nie będzie. Pół roku przerwy nie było mi na rękę, bo chwyciła mnie „zajawka” na komentowanie, więc odezwałem się do telewizji internetowej MałopolskaTV, która przeprowadzała dotychczas transmisje bez komentarza.

Nie był to wielki futbol, głównie 2. i 3. Liga, Hutnik, Garbarnia, Puszcza Niepołomice, rezerwy Wisły czy Cracovii. Szybko się dogadaliśmy, a dla mnie to był znakomity poligon doświadczalny. Transmisje były przeróżne, od meczów dla 50 widzów, po transmisje, gdzie oglądało nas po kilka tysięcy. Tam nauczyłem się „ciągłości” pracy, bo zdarzały się weekendy z trzema-czterema transmisjami. Tam zrozumiałem też, że to jest właśnie to, co sprawia mi największą frajdę.

Czy łatwo zostać komentatorem?

Wydaje mi się, że nie. Na pewno zdecydowanie trudniej zacząć komentować niż pisać, bo zwyczajnie zapotrzebowanie na to jest mniejsze. Ja miałem akurat to szczęście, że na odpowiednich etapach życia trafiałem w odpowiednie miejsca i na odpowiednich ludzi, no ale przecież nic nie bierze się z przypadku. Do Wisła.TV nie trafiłbym, gdybym kiedyś nie zrobił – dla własnej satysfakcji – krótkiego materiału filmowego przed Derbami Krakowa. To był bardzo prosty filmik, kilka pytań do Rafała Boguskiego, kilka do Sławomira Szeligi.

To właśnie był punkt wyjścia naszej rozmowy, podczas której pojawił się temat współpracy. Do MałopolskaTV nie trafiłbym, gdybym sam nie zapytał czy przypadkiem nie szukają kogoś, kto czasem pokomentuje dla nich transmitowane mecze. Z kolei do Łączy Nas Piłka nie trafiłbym, gdybyśmy, razem z Michałem Borkiem z MałopolskaTV, nie postanowili stworzyć na własną rękę magazynu skrótów 2. Ligi. Kilka razy zrobiliśmy to „na próbę” i próba zdecydowanie wyszła, bo efektem był telefon od Zbigniewa Bońka. Nie mówię tego po to, żeby się chwalić. Chcę raczej zaakcentować, że kluczem do rozwoju jest działanie, a nie bezczynne siedzenie i oczekiwanie na spływające propozycje.

Jakie cechy powinien posiadać dobry komentator?

Na tym etapie trzeba już rozróżnić pracę komentatora telewizyjnego od sprawozdawcy radiowego. Mi bliższa jest ta pierwsza rola, więc skupię się na niej. Dla mnie najistotniejsze jest sumienne przygotowanie do meczu, a akurat w tym aspekcie najlepszym przetarciem jest praca przy „mniejszej” piłce, bo nie jest łatwo dotrzeć do informacji o drużynie drugo- czy trzecioligowej. Do tego dochodzą kwestie warsztatowe. Warto popracować nad dykcją, modulacja głosem przychodzi razem z praktyką. Oczywiście sporo zależy też od barwy głosu, ale tylko skrajności wykluczają absolutnie i uniemożliwiają pracę z mikrofonem. Ja sam nie zostałem obdarzony radiowym czy telewizyjnym głosem, ale nad tego typu kwestiami da się popracować.

Ile godzin w tygodniu zajmuje Ci praca?

Na pewno nie jest tak, jak niektórzy sobie wyobrażają. Podejrzewam, że osoba z zewnątrz, bez większej refleksji, na tak zadane pytanie odpowiedziałaby: „przychodzi na stadion, mówi przez 90 minut i wychodzi”. Ja natomiast wychodzę z założenia, że sam mecz to jest coś w stylu zwieńczenia tej pracy. Dla mnie praca przy konkretnym meczu zaczyna się przeważnie około dwóch dni przed jego rozegraniem. Przeszukiwanie internetu, spisywanie statystyk poszczególnych zawodników, dobrze jest też zadzwonić do trenerów i zapytać o kilka kwestii u źródła. To wszystko jest dość czasochłonne, zwłaszcza gdy sporządza się takie notatki ręcznie, a dla mnie to jest najlepsza forma przygotowania. Jadąc na mecz lubię mieć poczucie, że przygotowałem się do niego najlepiej, jak tylko mogłem, niczego nie przegapiłem i niewiele rzeczy będzie w stanie mnie zaskoczyć.

jak wygląda praca komentatora - Adam Delimat

Jakie największe wydarzenie miałeś okazję komentować?

Gdybym musiał wybrać jeden taki mecz, wskazałbym na mecz z września tego roku, Polska-Włochy w kategorii U20. To była moja pierwsza wizyta na stadionie Widzewa, który robi naprawdę znakomite wrażenie. Pierwszy mecz reprezentacji Jacka Magiery, przygotowującej się do Mistrzostw Świata, a po stronie Włochów kilku chłopaków z naprawdę nietuzinkowymi umiejętnościami i, już na tym etapie, imponującym CV. Mam taki zwyczaj, że archiwizuję sobie wszystkie meczowe notatki i myślę, że akurat do tego meczu i do tych nazwisk fajnie będzie za kilka lat wrócić. Miesiąc po meczu z Włochami robiliśmy na Łączy Nas Piłka mecze eliminacyjne ME U17, między innymi mecz z Francją, gdzie po boisku biegał młody Theo Zidane i kilku innych ciekawych chłopaków. Fajnie komentuje się piłkę młodzieżową, bo zostaje ta świadomość, że za kilka lat o tych chłopakach może być naprawdę głośno.

Jakie jest Twoje największe zawodowe marzenie?

To, co najbardziej w tej pracy nakręca to wyjazdy, poznawanie ludzi, nowych miejsc. Wydaje mi się więc, że nie ma dla komentatora lepszej perspektywy niż mistrzostwa świata, najlepiej rozgrywane na innym kontynencie. Taki turniej to musi być piękna przygoda, a ja mogę na razie tylko pozazdrościć tym kolegom po fachu, którzy takich przygód przeżyli już kilka, a w perspektywie mają kolejne.

Ile zarabia komentator?

Według mojej wiedzy trudno mówić o konkretnych kwotach. Zauważ, że rzadko zdarza się, aby praca w telewizji ograniczała się tylko i wyłącznie do komentowania meczów. Dariusz Szpakowski, Mateusz Borek czy Andrzej Twarowski – oni wszyscy mają też swoje programy, inne obowiązki, więc wydaje mi się, że nie da się w tych wypadkach mówić o kwotach „za sztukę”.

Jeśli natomiast chodzi o początkujących, z całą pewnością trzeba nastawić się na to, że na starcie wielkich zysków z tego nie będzie. Ja sam na pierwszym etapie swojej pracy w roli komentatora miałem małe rozterki, bo zdarzało się, że finansowo bardziej opłacalne byłoby dla mnie napisanie relacji z jakiegoś meczu sprzed telewizora, niż skomentowanie innego, na kilkustopniowym mrozie, w niewdzięcznych warunkach. W moim przypadku te kwoty były uzależnione od oglądalności, ale zdarzały się sytuacje, że za skomentowany mecz dostawałem… 30 zł. Uznałem jednak wtedy, że warto postawić na rozwój i praktykę, chociaż na tamtym etapie wiązało się to dla mnie z większym nakładem pracy, bardziej napiętym grafikiem w każdy weekend i mniejszymi pieniędzmi. Stopniowo te stawki szły jednak zdecydowanie w górę, a to buduje, bo wtedy człowiek ma poczucie, że jego praca jest doceniana. Jeśli chodzi o mój przypadek, dzisiaj mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że dla mnie postawienie rozwoju ponad kwestią materialną to był świetny wybór, ale nie jestem w stanie dać gwarancji, że w każdym przypadku będzie tak samo.

Ile zarabia komentator – różne podejścia

Myślę też, że praca komentatora to takie zajęcie, które powinno być traktowane bardzo jednostkowo, choć mam świadomość, że jest to praktycznie niemożliwe. Weźmy sobie na przykład dwóch komentatorów – X i Y: 

  • komentator X do sobotniego meczu przygotowuje się od środy. Skrupulatnie przegląda internet, wykonuje kilka telefonów, aby wiedzieć o drużynach jak najwięcej. W piątek wieczorem wsiada w pociąg, dojeżdża na miejsce rozgrywania meczu w sobotę nad ranem. Na stadionie jest trzy godziny przed gwizdkiem i wykorzystuje ten czas na dalsze przygotowania do pracy. Analizuje składy obu drużyn, rozgrzewa aparat mowy itd. Po meczu, który kończy się późnym wieczorem nocuje w hotelu, a następnego dnia czeka go jeszcze kilka godzin w podróży.
  • w tym samym czasie komentator Y przygotowania do meczu rozpoczyna w sobotę w południe. Przeczyta dwie zapowiedzi, skopiuje statystyki z 90minut, zamyka laptopa i gotowe. Na stadion ma dwa kroki, więc wychodzi pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Za rozgrzewkę aparatu mowy posłuży pierwszych kilka minut transmisji, bo „i tak mało kto tego słucha”. Po meczu pakuje laptopa do torby. Dziesięć minut później siedzi już z piwkiem przed telewizorem, a o meczu szybko zapomina.

To oczywiście dwa skrajne przykłady, ale chodzi mi o zobrazowanie pewnych mechanizmów. To, co usłyszy widz, efekt końcowy, a więc 90 minut meczu, w obu przypadkach może wyjść dobrze. Niektórzy powiedzą wręcz, że komentatora Y słucha się lepiej, bo nie zagaduje meczu i ogranicza się do wymieniania nazwisk piłkarzy. Tutaj pozostaje więc szeroki margines własnych ambicji i osobiście mocno wierzę, że na dłuższą metę obroni się ta pierwsza postawa.

Mamy nadzieję, że podobał Wam się artykuł. Jeśli macie coś do dodania to komentujcie. Gdybyście mieli jakieś pytania do naszego gościa, to Adam Delimat na pewno chętnie na nie odpowie. Zapraszamy na jego profil na Twitterze.

Zachęcamy także do lektury tekstów o podobnej tematyce: